Lochy i kwoki

Liczba graczy: 2-5
Sugerowany wiek: 8 lat +
Szacowany czas gry: 20 minut
Wydawca w Polsce: Black Monk Games
Data wydania: 2019 rok
Autor: Josep M. Allué, Dani Gómez

Przyznaję, że tytuł tej gry już od samego początku wzbudził moje zainteresowanie, gdyż mówiąc krótko jest hmmm…intrygujący? oryginalny? Trudno właściwie użyć jednoznacznie któregoś z tych słów dlatego powiedzmy może nietypowy 🙂 W dodatku jest to gra imprezowa, które prywatnie bardzo po prostu lubimy. Nie zawsze trzeba we wszystko grać „na serio” a grafika frontowa tej gry właśnie sugeruje lekkie przymrużenie oka.

O co chodzi w tej grze?

Celem gry jest zdobycie przez graczy największej liczby skarbów (kart), które należą do smoka i zostały ukryte w podziemiach (lochach) zamku. Jednak aby to zrobić należy wykazać się spostrzegawczością oraz refleksem.

Jakość wykonania:

Pudełko gry zostało wykonane bardzo starannie, z materiałów wysokiej jakości. Grafika frontowa kojarzy mi się z klimatem komiksowym i do mnie osobiście trafia – przyciąga wzrok i intryguje. Całość pudła stylistycznie jest spójna. Wnętrze wypełnione jest również bardzo przyjemnym dla oka wkładem.

Karty stanowiące główny element gry są również wykonane bardzo solidnie i estetycznie – z pewnością przez długi czas będą wyglądać jak nowe. Dwa drewniane akcesoria (skrzynia, tarcza) dołączone do gry również sprawiają wrażenie solidnych (chociaż tarcza mogłaby być cała srebrna z np. czarnym wzorem – ten niebieski mi nie pasuje). Instrukcja z zasadami gry napisana jest w bardzo prosty i przyjemny sposób z lekkim poczuciem humoru. Nie ma żadnych wątpliwości jak grać po jej przeczytaniu. Dodatkowym plusem jest końcowe podsumowanie „w pigułce” zasad.

Rozgrywka:

Gra jest bardzo prosta w swoich zasadach. Na stół wykładamy drewnianą skrzynię skarbów oraz tarczę. Talia kart jest równo dzielona między graczy, którzy następnie w każdej rundzie po wypowiedzeniu hasła startowego „Po-Łu-Py” w tej samej chwili odkrywają po jednej karcie ze swojego stosu. Każda karta na dole posiada dwa różne symbole spośród sześciu dostępnych (pierścień, korona, perła, złoto, kielich i diament).

Zadaniem graczy jest stwierdzenie, którego symbolu w danej rundzie jest najwięcej. Kto pierwszy prawidłowo określi przeważający symbol – zgarnia wszystkie skarby. Jednak aby nie było zbyt prosto dochodzi tutaj element zręcznościowy, który wymaga dobrego i szybkiego kojarzenia oraz refleksu bo w przypadku gdy jakichś symboli na kartach jest dokładnie tyle samo należy szybko chwycić leżącą skrzynię skarbów zamiast wykrzykiwać np. „jest tyle samo tego i tego” – tylko wtedy w przypadku tej samej ilości symboli można zgarnąć skarby ze stołu.

No tak ale co z tym smokiem?

No i właśnie docieramy do kluczowego motywu w grze. Jeśli na którejś z kart pojawi się smok (lub fragment jego ciała np. ogon) gracze natychmiast muszą położyć swoje dłonie na drewnianej tarczy aby w ten sposób ochronić się przed smokiem. Kto ostatni położy swoją dłoń niestety ale dopada go smok.

No dobra i co z tego?

Otóż kiedy smok Cię dopadnie zabiera Ci dotychczas zebrane skarby na których jest jeden z dwóch symboli, które pojawiły się na karcie smoka. Czyli jeśli do tej pory wygrywałeś to w tej chwili smok może Cię tak przetrzepać, że będziesz mieć najmniej skarbów 🙂

No chyba, że………….masz w zebranych kartach tytułową kwokę! Wtedy rzucasz wściekłemu smokowi kurczaka, którego pożera a Twoje łupy zostawia w spokoju.

Czy zauważyliśmy w tej grze jakieś wady?

Generalnie cały mechanizm rozgrywki jest prosty, zrozumiały i łatwy do opanowania – tak jak to powinno być w tytule imprezowym. Nie zauważyliśmy bezpośrednich wad w jego działaniu.

Jedyny mankament, który według nas można bardzo łatwo w razie potrzeby skorygować przez dodanie/wymianę kilku dodatkowych kart lub odpowiednie obostrzenie w zasadach gry to właśnie karty ze smokiem. O ile jedna karta jest bardzo dobrze widoczna i czytelna (z siedzącym smokiem w całości), tak pozostałe gdzie fragmenty smoczego cielska są bardzo drobne i ciężkie do dostrzeżenia, gdy siedzimy np. przy większym stole w 5 osób. Kiedy dodamy do tego charakter gry i to, że każdy chce wygrać to w ferworze walki bardzo ciężko wypatrzyć te drobne fragmenty. Mieliśmy kilka rozgrywek, gdy kilku graczy miało karty zebrane nieświadomie ze smoczym cielskiem.

Poniżej zdjęcie z zaznaczonym (żółte elipsy/okręgi) smokiem na kartach w celu zobrazowania tego o czym mówię:

Uważamy, że wyeliminowanie zauważonego mankamentu na pewno poprawiłoby grywalność.

Podsumowanie:

Gra spełnia swój główny cel i dostarcza sporo śmiechu przy stole czyli tego czego właśnie przede wszystkim ma dostarczyć tytuł imprezowy. Nie posiada błędów w mechanice choć znacznie lepiej spisuje się w gronie 4-5 osób niż dwóch.  Można w nią swobodnie pograć zarówno z dziećmi jak i dorosłymi. Tłumaczenie zasad nowym graczom zajmuje dosłownie 1-2 minuty. Do jakości wykonania nie można się przyczepić. Generalnie tytuł jest miłą alternatywą dla fanów tytułów dobblopodobnych czy wielbicieli „Jungle Speed” i co ważne po % nie ma tu ryzyka pirzgnięcia współgracza drewnianym elementem ;). Może być fajnym przerywnikiem między wymagającymi tytułami lub po prostu grą, przy której pośmiejecie się ze znajomymi.

 

Lochy i kwoki otrzymuje od nas notę:

6.7 / 10

( dobra gra )

 

Za przekazanie gry do recenzji i związaną z tym odwagę 🙂 dziękujemy wydawnictwu Black Monk Games.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fudżi

Figur Figle